Wenecja w Jastrowie

Dziwne? Nie bardzo, bo w letniej posiadłości Joli Śmiałowicz wszystko jest możliwe. W bieżącym roku z okazji jubileuszu pięciolecia biesiad w otoczeniu sztuki organizatorzy, czyli wymieniona Dziedziczka i prof. Jerzy Handschke połączyli tradycję karnawału weneckiego i świętojańskiej sobótki, które wywodzą się z pnia kultu płodności. Był piękny wystrój otoczenia w postaci prac o tematyce weneckiej, biało-czerwone kołki jakie widuje się na Canal Grande, przejazd gondolą (pod postacią kabrioletu Alfa Romeo z lat trzydziestych), którą ku uciesze zebranych kierował naczelny gondolier Tadeusz Szumlicz, prof. SGH z Warszawy, specjały kuchni włoskiej i próba poderwania gości do balu, któremu towarzyszyło takie oto motto z wiersza „Trzeba chodzić w masce” Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej: Poszłam w masce zwinięta w pelerynę ciemną/ Szczęście mnie nie poznało i tańczyło ze mną.  

            Chociaż niezbyt wielu bywalców przybyło przebranych, to z godziny na godzinę rosła liczba osób w przesłoniętych twarzach i dziwnych nakryciach głowy. Malarz Marek Cierniewski na przykład pojawił się w jarmułce bojowej, jak się można domyślać, do zwalczania siły nieczystej. Były postacie w maskach białych, złotych, ozdobionych piórami (Maria Wojtiuk). Natomiast nierozpoznani gospodarze krążyli wśród gości w maskach Rozaury (zniewolonej przez starca) i Dotore (akademika).
            Wszystko to oraz – jak co roku – staranie do hasła spotkania dobrane przez gospodynię menu, w którym zalecały się smakiem cannelloni, tortellini, ravioli i tapas czy tradycyjne nalewki Emila, po które stało się w długiej kolejce, było tylko oprawą imprezy. Głównymi bohaterami spotkania byli bowiem, jak zwykle w tym miejscu, artyści i ich prace, tym razem o tematyce weneckiej.
Na pierwszym miejscu trzeba wymienić Jacka Paplę, znanego autora serigrafii, którą to technikę graficzną łączy ostatnio z drukiem cyfrowym a następnie twórców prezentowanych w Jastrowie w poprzednich latach, a więc Elżbietę Radzikowską (akwaforta), Marię Wojtiuk (rzeźba), Marka Cierniewskiego (malarstwo) i Andrzeja Tomaszewskiego (malarstwo).
            Jak z tego wyliczenia wynika liczba wystawiających w wielkopolskiej wsi rośnie. A to jeszcze nie wszyscy, ponieważ w tym roku zwracała uwagę dużych rozmiarów Afrodyta, tkamal (tkanina na malowanym tle) Romy Rymszewicz-Ranz oraz ceramika „wenecka” i biżuteria Barbary i Piotra Lorków. Aż strach pomyśleć ilu artystów pojawi się w Jastrowie w kolejnych latach, tym bardziej, że Śmiałowicz ma świetne pomysły na imprezy tematyczne, co zwiększa liczbę autorów, a przecież stało się tradycją, że corocznie z pewną ilością prac prezentują się tam również wszyscy wystawiający wcześniej.
            W Jastrowie dzieła sztuki widoczne są wszędzie na domu i stodole oraz we wnętrzach wymienionych budowli, a także na dziedzińcu, gdzie zwykle rozkładają swoje prace autorzy sztuki użytkowej, a przede wszystkim w przystosowanych do ekspozycji budynkach wolnostojących – Stajni i Powozowni. W bieżącym roku wystawiał w nich najważniejszy z zaproszonych artystów Jacek Papla. Jest to niemal renesansowa postać, która w udany sposób łączy grafikę projektową z warsztatową, wykłady uniwersyteckie z prezesowaniem jednemu ze stowarzyszeń artystycznych a to wszystko z życiem rodzinnym w otoczeniu przyrody. Nie bez powodu wspominam rodzinę (żona Ewa i dwie córki) i w domyśle Nekielkę, siedlisko domowe, ponieważ to właśnie jej mieszkańcy są najczęściej bohaterem prac grafika. Jego twórczość jest bowiem swoistym pamiętnikiem i niekiedy „dziennikiem podróży”, o czym świadczą cykle: wenecki, norweski, londyński.
            Papla w swoich pracach korzysta z kadru fotograficznego, który transformuje i wielorako dopełnia kolorem tworząc coraz dojrzalsze kompozycje. Dzisiaj nie fascynuje go sam eksperyment formalny, jak na początku drogi twórczej w drugiej połowie lat 70., ale wielką wagę przykłada do przekazu. Można powiedzieć, że jest on dla niego najważniejszy.
I co istotne, a co nie zostało podkreślone w katalogu, serigrafik twórczo korzysta ze swoich wcześniejszych doświadczeń. Widać to w fascynujących Dziewczynach; dowcipnych Całuśnicach i Weteranach rocka, skłaniających wnikliwego widza do refleksji na temat upływającego czasu; a jeszcze wyraźniej w wyrafinowanych erotykach z zestawu Poranek.
             Trzeba jeszcze choć wspomnieć o Papli-projektancie i edytorze. Krótko mówiąc katalogi przez niego opracowywane graficznie i drukowane, bo działa całościowo, nie mają sobie równych, przynajmniej w Poznaniu. W latach 1998 – 2002 dał się również poznać jako pomysłodawca, edytor, grafik i redaktor naczelny czasopisma 6na9, poświęconemu sztuce. Potrafił dobrać inteligentnych współpracowników i na tym polu również pokazał klasę. Szkoda, że to pismo, w którym kładziono nacisk na sztuki wizualne przestało się ukazywać. Niemniej do dzisiaj jest ono przykładem w jaki sposób można interesująco pisać o sztuce i przyciągać do niej odbiorców szatą graficzną.
            Papla w tym roku swoją prawie retrospektywą przesłonił innych wystawiających, choć niektórym mogło się wydawać, że jest odwrotnie. Niemniej oglądając „weneckie” dziełka wcześniej wymienionych od razu widać, że organizatorzy Śmiałowicz i Handschke, który całą imprezę prowadził, otaczają się wyraźnymi osobowościami twórczymi. Dobry smak gospodarzy, ich serdeczność i niezwykła gościnność oraz dążenie do perfekcji w przygotowywaniu kolejnych edycji imprezy bardzo dobrze rokują na przyszłość.
            Jastrowo to niezwykłe miejsce, które – za przyczyną zapraszających – raz w roku, jakby dotknięte czarodziejską różdżką, staje się dużą plenerową galerią, w której kontempluje się dobrą sztukę, ulega urokom kuchni i serwowanym napitkom oraz oddaje wytwornej konwersacji z przyjaźnie nastawionymi, sympatycznymi ludźmi.