Ślady i znaki – grafiki Jacka Papli

Jolanta Dąbkowska- Zydroń
Podążyć za śladem, zobaczyć więcej, poczuć mocniej…
Grafiki Jacka Papli.
„Ślady”, „Znaki”, „Runy” i „Wota” to fascynująca podróż w czasie i przestrzeni, na którą zabiera nas Jacek Papla – grafik obdarzony wielką siłą przekonywania, że zawsze warto zatrzymać się aby zobaczyć więcej. W postawie tej odzywa się nie tylko pierwiastek hedonistyczny, ale i kulturowy, filozoficzny i poznawczy. Zatrzymanie się nie gwarantuje spokoju, artysta pozostaje w zgodzie z myślą Blaise Pascala, że nie szukamy nigdy rzeczy ale szukania rzeczy. A więc nieustanny niepokój ale i gwarancja, że wszystko i że zawsze jeszcze jest za horyzontem. Stąd głód i nawyk rejestracji obrazkowej otoczenia, codziennej, zwykłej i pobieżnej, pozornie nieważnej. Niektóre z fotografii okażą się jednak dla artysty bezcenne niczym notatki na marginesach czy zapiski na pudełkach zapałek dla Umberta Eco.
Te wybrane, Jacek Papla poddaje wieloetapowej obróbce warsztatowej, sięgając po możliwości, jakie tkwią w technikach komputerowych ale i w sitodruku. Do tego tradycyjne płótno, farba, pędzle, lakier. Fotografia jako punkt wyjścia, tak naprawdę nim nie jest. Stanowi jedynie etap w procesie twórczym. Nie jest to zatem fikcją rzeczywistości zastąpionej rzeczywistością warsztatu artystycznego. I jeszcze raz warto przywołać Pascala: Jaką próżnością jest sztuka, wywołująca podziw przez podobieństwo do rzeczy, których oryginału nie podziwia się wcale, tym samym, jak trudno powstaje sztuka, której oryginał wzbudza zachwyt, przerażenie czy przeczucie tajemnicy. Nie próżności a pokory trzeba, by zmierzyć się z naturalnym i kulturowym porządkiem krajobrazu Ziemi. Zmierzyć się – nie znaczy podporządkować sobie, zagarnąć czy odedrzeć z tajemnicy. Wręcz przeciwnie – zatrzymać przemijalność, jednocześnie godząc się na nią, pokazać więcej niż to, co widzialne, przekształcić obraz naturalny w obraz artystyczny tak, aby ten pierwszy stał się rodzajem matrycy miejsca. Na takiej bazie każdy może wykreować swój świat, tak jak potrafi, co w dobie płynności kategorialnych sztuki nabiera nowego znaczenia. Konceptualizacje przestają być fikcjami a stają się obrazami w znaczeniu takim, jakie przypisuje się malowidłu czy matrycy graficznej.
WOTA
Niby nic takiego – bułgarskie dróżki i całkiem okazałe trakty, obsadzone drzewami i suchorostami, na gałęziach których powiewają, z reguły, białe i czerwone sznureczki, tasiemki, nitki, kłębuszki wełny – przechodzimy obok, nie zastanawiając się, jakie są ważne. Potrzeba wyostrzonej wrażliwości na linię i kolor, ich zmienność i współzależność, takiej, jaką posiada Jacek Papla aby zatrzymać się i w kadrze wyostrzyć jeden z kolorów, podkreślić linię wzdłuż której układa się w przestrzeni, pozornie zwykła, banalna, zawiązana ot tak, szmatka. Ale wszystko nie jest tak oczywiste czy zwykłe – prace z cyklu „Wota” kierują naszą percepcję od koloru, sygnalnego w zielonym, gorącym tle, ku kulturowemu kontekstowi przedstawienia. Dźwięczność koloru wydobył grafik nadając jej cechy trwałości, w rzeczywistości bowiem w upalne lato kolory blakną. Ich intensywność rozkwita w pełni w marcu – miesiącu przejściowym między zimą a wiosną, znanym z kapryśnej na Bałkanach pogody. „Wota” odsłaniają ślady Martenicy – jednego z najbardziej rozpowszechnionych bułgarskich i rumuńskich świąt a także obyczaju, wywodzącego się jeszcze od starożytnych Traków. W czasie tym, poskręcane białe i czerwone frędzelki przywiązywane są wokół nadgarstka najmłodszego dziecka w rodzinie, a także na drzewach owocowych, ulach – wierzono, że przynoszą one urodzaj a obdarowanej osobie dobre zdrowie i szczęście.  Martenice do dzisiaj postrzegane są jako symbole ochrony przed złymi mocami. W Rumunii biała i czerwona wstążeczka symbolizuje słońce roztapiające śniegi.
RUNY
Pod koniec IV wieku na terenie Szwecji i Norwegii zaczęto ryć runy, nie tylko na biżuterii i narzędziach ale także w kamieniu. Takie ślady lub pęknięcia kamienia, przywołujące pismo runiczne wyznaczają ścieżkę zapisu odmienną, ale i bliską, konsekwentną w stosunku do naznaczania i wywyższania wizualnego kalejdoskopu Ziemi. Jacek Papla zawiesza pytanie, czy jest to dokładnie odległe pismo czy jego sugestia? Pewne jest bowiem zawsze u artysty miejsce i czas, a także impuls nakazujący zatrzymać się, utrwalić w świadomości i zagarnąć wizualną ekspresję do swojego świata sztuki. Jest to jednak dla Papli zbyt proste ale i nie dające spokoju. Potrzebuje wzmocnienia przekazu. A więc podkreśla rytm kolorem kreski a wprowadzając znaki liternicze ze swojego alfabetu sztuki kwestionuje i jednocześnie utwierdza nas w prawdziwym obcowaniu z krajobrazem.
ŚLADY
W grafikach Jacka Papli ślady nie są tożsame z oderwaniem od powierzchni do której należały, a przynajmniej nie zawsze tak jest. To tak, jakby przychodziły z zewnątrz i zostały zafiksowane, tworząc nowy, inny od zastanego obraz. Ślady odchodzą ale powracają decyzją artysty. Może je fiksować wyraźne przetarcie pędzlem, położenie, na zasadzie nieomal surrealistycznego montażu, czystego kształtu, wprowadzonego, jakby z innej realności. Ślady to dla artysty nie tylko pozostałości wcześniejszych egzystencji indywidualnych, to poszukiwanie rozproszonych bytów i scalenie ich w jedno dzieło. Pozorne zatem oderwanie od miejsca potęguje gęstość materialną i znaczeniową. Drewniane ściany, okiennice, maleńkie okienka, jakich wiele na północy Europy, noszą piętno czasu – budulec jakby posiwiał, straciła atrakcyjność pękająca farba, pojawiają się szpary i rysy, daje znać o sobie czas przeszły. Jacek Papla jednak nie odchodzi i nie zamyka obrazu pod powiekami czy na fotografii. Powraca do motywu już nie jako widz ale współkreator obrazu. Monochromat spopielałych desek znajduje swoją dominantę w ostrym błękicie plecionego sznurka, zapomniane okienko z łuszczącą się farbą „wymienia” na bajkowe, czyste i kolorowe, w tym kontekście inne chociaż tak dobrze znane.
ZNAKI
Okna stanowią przejście w niewiadome, przepruwając wnętrza łączą dwie przestrzenie, otwierając się, gotowe są na przyjęcie tego, co przed nimi. Okna zamknięte, w równym stopniu co otwarte, przejmują otoczenie. Odbicia w nich kadrowane stanowią opozycję dla otoczenia dachami, jak w cyklu „Znaki”. Świetliste tafle pełne są nieba o różnych porach dnia, trochę w nich romantyzmu Friedricha, metafizycznego niepokoju Magritte’a czy Delvaux. Intryguje jednak rygor kadru okien, na plan drugi schodzą malarskie odwołania a, podążając za artystą, uwypuklają się znaki a wręcz symbole prostych figur geometrycznych. Świetlisty połysk lakierowanego równoramiennego trójkąta, półkola i kwadratu umyka możliwościom bezpośredniego poznania. Przeczuwamy tajemnicę bytu wiecznego, nieosiągalnego na drodze rozumu.
Podążając za artystą powracamy do codzienności bogatsi w doświadczenia artystyczne i emocjonalne. Świat zdaje się piękniejszy i lepszy, jest w nim miejsce na zastanowienie i nadzieję.