Papla – serigrafie

Klisza fotograficzna i odręczny gest. Cyfrowa technologia i głębokie osadzenie w tradycji historii sztuki. Niby-obiektywne obrazy dookolnego świata nasycone własną emocjonalnością, prowadzącą do piękna i kontemplacji. Tak można by w telegraficznym skrócie scharakteryzować grafiki warsztatowe Jacka Papli (rocznik 1951). Najnowsze z nich składają się na cykle: norweski, wenecki i londyński. Są bardziej subiektywne, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Podobnie jak wcześniejsze, również są rodzajem dziennika podróży i “dokumentem psychiki”. Artysta bowiem kontynuuje i wzbogaca własną wizję sztuki.

      “Jestem przekonany – powiada – że moje postrzeganie świata jest zdominowane przez »widzenie fotograficzne«, że myślę kadrem. Według mnie świat nie ma granic. To właśnie kadr ujmuje go w ramy, porządkuje go, nadaje mu sens”. Ta wypowiedź wiele wyjaśnia. Grafik posługuje się fotografią jak inni szkicem. Wybiera tylko takie ujęcia, do których ma stosunek emocjonalny, które z różnych względów zapadły mu w pamięć. I co istotne, kreuje świat przedstawiony nie tylko za pomocą osobistego gestu malarskiego, niejako uzupełniając kolorem delikatnie zrastrowaną fotografię. Ale aby to zauważyć, trzeba się jego pracom przyjrzeć uważnie.
      W poprzednich serigrafiach Papli przetworzenia mechaniczne (grafizowanie, rozbijanie rastrami fotograficznego obrazu) były celowo akcentowane, gdyż były jednym ze środków wyrazu. Natomiast w najnowszych pracach artysta – jak wielcy mistrzowie – bardzo dba o naturalność kompozycji, tylko w uzasadnionych wypadkach wykraczając swoimi kolorystycznymi ingerencjami poza struktury wyznaczone przez fotografię.
      Spójrzmy na odbitki z pięknego cyklu weneckiego. Czy widoki ukazane od strony laguny oraz mosty i ściany domów widziane z perspektywy łodzi płynącej kanałami są odzwierciedleniem rzeczywiście istniejącej zabudowy? Jak można w ogóle o to pytać? – zdziwi się zapewne większość czytelników, przekonana o dokumentalnej wierności fotograficznych ujęć.
      Prawda jest jednak inna niż wydaje się po pobieżnym oglądzie. Otóż artysta – podobnie jak w pracach londyńskich – w sposób naturalny zastosował montaż elektroniczny kilku fotografii. “Przedstawiłem – mówi – charakterystyczne dla tego miasta widoki [...], ale w takich układach, które w rzeczywistości nie występują”. Uczynił to dlatego, aby z jednej strony uchwycić specyfikę miejsc, w których przebywał, a z drugiej – zaakcentować rzeczy, które pozostały w jego pamięci. Zauważmy, iż bogactwo architektury w pracach Wenecja 2 i 3 zdaje się blaknąć i zanikać. Wybijają się natomiast lazur wody i pasiaste słupki, a w drugim cyklu – róż wenecki.
      Papla równie swobodnie jak pędzlem, posługuje się “kliszami rzeczywistości”, które mistrzowsko integruje z efektami malarskimi. Jego serigrafie są czymś więcej niż realistycznymi widokami; są subiektywną transpozycją widzialnego świata. Należy więc traktować je tak, jak wysokiej klasy dzieła sztuki czystej.
Andrzej Haegenbarth