Chamonix 26. 05. 2007

Jacek Papla był i nadal stara się być w cieniu innych twórców. Bez Niego nie byłoby tych ładnych katalogów naszych wcześniejszych wystaw. Cieszył się zawsze na myśl, że kolejny artysta będzie miał dobry wernisaż wystawy swoich prac w naszym Chamonix. Zawsze ciepły, subtelnie dowcipny, z lekko rozwianymi włosami, być może także z takim wnętrzem, ale zawsze stabilny w życiu, w stosunkach tak służbowych, jak i prywatnych.

Ucieka w mało popularne zaułki sztuki. Dobra, czy zła ucieczka? Dobre, czy złe zaułki? To pytanie, które bezwzględnie należy sobie zadać, kiedy myśli się i mówi o Jacku. Tym bardziej, kiedy zna się jego prace „młodzieńcze” oraz obecne pasje. Nie mnie to osądzać, zrobią to – gorzej dla autora i popularyzacji sztuki – profesjonalni krytycy sztuki. Trudno mi uwolnić się od osobistego osądu, że treść większości tekstów dotyczących sztuki jest często – z uwagi na niepotrzebną, wyszukaną terminologię – bardziej „werbalna”, niż rzeczywiście wyjaśniająca, a więc przybliżająca treść i sens twórczości artystów, a ponad to teksty te są – paradoksalnie – bardzo często peanami na cześć … ich autorów, a nie artystów! Rzecz w tym, aby krytycy sztuki, z uwagi na przemożną tendencję do scjentyficzności nie odciągali ludzi od chęci myślenia „plastyczno-uczuciowego”.
W swojej Nekielce Papla żyje pełnią siebie. Ta Nekielka (mały domek w małej wsi, w przepięknym otoczeniu lasu) jest Nim, jest Jego „nieszczęściem”, ponieważ ją kocha, zaś miłość bez cierpienia jest jedynie fizjologią. Czy to chciane cierpienie Jacka uszlachetnia, mobilizuje? Czy przekłada się na treść i jakość prac? Jak Jego wspaniała Ewa (żona) mieści się w myślach Jacka duszy? Czy tylko serca? Czy piękna praca Mafia prezentująca twarze trzech kobiet (Ewa oraz córki) jest wyrazem miłości, czy ma być jedynie piękna sama w sobie? Dlaczego te piękne, intrygujące, wzbudzające pogodny lęk oraz seksualną ciekawość twarze są tak … po prostu … dane, wręcz oddane?
Myślę, że Jacek Papla jest absolutnie jedyny w swojej czytelności twórczej: jest transparentny, ale jednocześnie trudny do odkrycia i zaszeregowania. To dobrze, bowiem wątpliwości pociągają, budzą ciekawość, zaś w tym przypadku owa ciekawość „odkrywcza” owocuje pięknymi przeżyciami. No i wraca się do autora tych bodźców pięknych, choć często słabo wyrażalnych, czy może słabo agresywnych. To jest taki ciepły, pogodny, angielsko – dowcipny i wchłaniający Artysta. Wchłania nie On nas, to my chcemy Jego wchłonąć, ponieważ w procesie tworzenia Jego twórczości dobrze poznawalne są niemal wszystkie elementy całości.
Obecnie sztuką jest własne życie, własne bycie, bez względu na opinie zewnętrznego świata. Dlaczego Jacek już od dawna świadomie wiedział że tak będzie? Dlaczego Jacek już od dawna wybrał trudną drogę i maszeruje po niej konsekwentnie? Dlaczego ze stoickim niemal spokojem kocha to, co postanowił kochać, kiedy był dużo młodszy? Dlaczego kocha to, czego nie ma (lub nie może mieć), ale bez uszczerbku dla miłości „pierwotnych”?
Sądzę, że jest tak dlatego, że Jacek Papla jest współcześnie staroświecki. Jest autentyczny i osobliwy, nigdy nie zostanie zglobalizowany, ponieważ On zawsze musi być Jackiem Paplą, i to we wszystkich sferach swojego istnienia. Oby długo, oby tak jak do tej pory. Oby chciano Go naśladować. Skopiować się nie da – zawsze będzie to falsyfikat łatwo rozpoznawalny.
Ważne jest to, że Oryginał zgodził się zaistnieć w polskim Chamonix, na jubileuszowym wydaniu „biesiadowania w otoczeniu sztuki”! To nie jubileuszowy piąty rok jest ważny, to Ty Jacku 24 czerwca 2007 roku jesteś najważniejszy w wielkopolskiej małej wsi, ale w elitarnym otoczeniu głównie akademickich i medycznych „wykształciuchów” z całego kraju i zagranicy. Masz powód do dumy, jesteś w sercach wielu ludzi, spośród których kilku ma zaszczyt być w gronie Twoich przyjaciół.
Wernisaż wystawy Twoich prac jest dla nas jubileuszowy, zaś dla Ciebie oraz Twoich miłośników ma pozostać w pamięci jako jedyny, choć nie ostatni i nie najlepszy. Wszyscy dążymy do absolutu, którego poza naszym egoistycznym umysłem – po prostu nie ma! Na tej drodze do absolutu dobrze było Ciebie Jacku Paplo, spotkać.

 prof. Jerzy Handschke